ChDiKK
Zmodyfikowano: 11-07-2014

Kiedy parę lat temu powiedziałem publicznie, że państwo polskie istnieje tylko teoretycznie, mainstreamowe media rzuciły się na mnie z zajadłością większą, niż czyniła to za komuny „Trybuna Ludu” względem osób kontestujących dozgonną „przyjaźń” ze Związkiem Sowieckim. Że oszołom się czepia, a przecież fajnie jest! Bo kiedyś ocet był tylko na półkach, a teraz mamy pomarańcze. Ja, głupi, zamiast natychmiast przeprosić, coś wymyśleć, że na przykład byłem pod wpływem narkotyków podrzuconych mi podstępem (jak swego czasu senatorowi Piesiewiczowi), brnąłem dalej, tłumacząc, że ocet był nasz, a za pomarańcze kasę oddawać będą nasze dzieci. Mało tego – posunąłem się do sformułowania tezy, że Tusk demontuje państwo. Nie wiedziałem tylko wówczas, czy ten demontaż jest wynikiem ignorancji premiera, czy też efektem celowego działania.

Dziś – po aferze taśmowej – żyję w przekonaniu, że ów demontaż jest z całą pewnością celowy, a łatwość jego realizacji wynika w ogromnej mierze z ignorancji premiera. Dowód na prawdziwość mojej tezy wyprowadził najpierw minister spraw wewnętrznych (Sienkiewicz), stwierdzając w rozmowie z Belką, że „państwo polskie istnieje teoretycznie, praktycznie nie istnieje” i że Polskie Inwestycje Rozwojowe to „ch…, dupa i kamieni kupa”, a potem uwiarygodnił ją (moją tezę) premier, który na konferencji prasowej w Boże Ciało nie zaprzeczył treści wypowiadanych przez swojego ministra twierdzeń, lecz jedynie wyraził coś na kształt zniesmaczenia wulgaryzmami używanymi w rozmowie między prawnukiem Henryka a szefem NBP. Na marginesie – nie przypominam sobie, by kilka lat temu panu premierowi przeszkadzały używane, czy to przeze mnie, czy też przez innych uczestników naszych wspólnych konwersacji, słowa uznane powszechnie za wulgarne. Czyli albo pan premier kłamie, udając zniesmaczenie, albo przeszedł duchową przemianę, podobnie jak Jaruzelski tuż przed zgonem. Wspomniałem wcześniej o ignorancji premiera i jej „pozytywnym” wpływie na realizowany przez niego scenariusz demontażu państwa. Nikt chyba nie zaprzeczy, że jednym z podstawowych atrybutów państwowości jest jego bezpieczeństwo.

Tak zewnętrzne, jak i wewnętrzne. Z tym pierwszym pan premier dał sobie doskonale radę, obsadzając swego czasu na stanowisku szefa MON... psychiatrę Klicha, który na pytania o dozbrojenie armii odpowiadał, że żyjemy w czasach pokoju i w takich warunkach geopolitycznych, iż wojska dozbrajać nie trzeba. Parę tygodni temu widziałem go, jak w TVN „ekspercko” wypowiadał się o sytuacji na Ukrainie i... ogromnym w związku z nią zagrożeniu płynącym dla Polski... Szczerze mówiąc, nawet nie wiem, kto dziś jest szefem MON, i szczególnie mnie to nie interesuje. Bo jakie to ma znaczenie, skoro armii praktycznie już nie ma?

Jest za to Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, z szefem mianowanym i podlegającym zwierzchnictwu prezesa Rady Ministrów – Tuska. Pomijam profesjonalność (jej brak) podczas realizacji prokuratorskich poleceń w redakcji „Wprost”. Jednak zguba w postaci walizki z dokumentami i pieczątkami tej instytucji to kolejny, malutki dowodzik na rozkład państwa, burdel i kamieni kupę. ABW do niedawna nazywana była pieszczotliwie Abwehrą (jakże trafne w kontekście fascynacji Niemcami ich obecnego, konstytucyjnego zwierzchnika). Jednak od Bożego Ciała A.D. 2014 proponuję, by skrót ten rozwijać: Agencja Bez Walizki.

Udanych wakacji, panie premierze! Tschüss

Źródło dorzeczy.pl

Czytaj także:

LechKaczynski.org Ruch Społeczny im. Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego Alternatywa Pol(s)ka bez kompleksów Program PiS 2014 Klub Parlamentarny Prawa i Sprawiedliwości Grupa Europejskich Konserwatystów i Reformatorów PiS.tv Prawa Strona Północnego Mazowsz Biuletyn Informacji Publicznej PiS