Wywiad z Elżbietą Nowosielską - pełnomocnikiem Prawa i Sprawiedliwości w Wesołej
Zmodyfikowano: 11-11-2014


- Jest Pani samorządowcem już od 20 lat. Jak to się stało, że trafiła Pani do samorządu? Dlaczego zdecydowała się Pani 20 lat temu po raz pierwszy kandydować na radną?

- Lata 90. ubiegłego stulecia to czas wielkich przemian w naszym kraju. To czas reform i transformacji ustrojowej, a także czas wielkich nadziei na zmiany, zmiany, które niosły wielki oddech w naszym życiu społecznym. Zmieniał się ustrój. Otwierały się nowe szanse dla ludzi młodych, dynamicznych pragnących zaangażować się w te zmiany. Moja praca w samorządzie rozpoczęła się w momencie wygrania konkursu na stanowisko dyrektora przedszkola przy ul. Armii Krajowej jesienią 1991 roku. Pragnęłam stworzyć przedszkole przyjazne dzieciom i rodzicom, przedszkole, w którym wszyscy czuliby się dobrze, przedszkole promujące uniwersalne wartości, gdzie dzieci rozwijałyby swoje talenty. Po dwóch latach pracy, kiedy efekty mojej pracy i pracy całego zespołu były dobrze zauważalne, pan burmistrz zaproponował mi kandydowanie do rady miasta Wesoła. Zgodziłam się. Jesienią 1994 roku uzyskałam bardzo duże poparcie społeczne. Rada składała się z 22 osób. Jej obrady były burzliwe trwały do północy albo i dłużej , bo pieniędzy mało, a potrzeby kolosalne. Byłam jednak pełna zapału i ogromniej woli działania. Sprawowałam funkcję szefowej podkomisji ekologicznej w naszej radzie. Zgłosiłam nasze miasto do wojewódzkiego konkursu ekologicznego ,,W trosce o nasze środowisko’’. Był to projekt , który trwał cały rok. Zaangażowały się weń wszystkie szkoły, przedszkola, dom kultury i wiele instytucji. W efekcie sporo ciekawych inicjatyw po raz pierwszy zaistniało w Wesołej i wiele gmin wzorowało się na tym projekcie.

Nasze miasto zostało laureatem. Była to dla niego niewątpliwie duża promocja.

W tym też czasie popierałam wszystkie inwestycje w szkołach, bo były to prace najważniejsze, mające poprawić ich standard. Bardzo pragnęłam budowy nowego nowoczesnego przedszkola dla Wesołej. Nie udawało się, bo priorytetem pozostawało wtedy stworzenie najpierw dobrych warunków w szkołach.

- Jaki był tamten wesołowski samorząd 15-20 lat temu, gdy Wesoła była jeszcze samodzielnym miastem, a jaki jest dziś, gdy jesteśmy stołeczną dzielnicą, zależną w dużym stopniu od władz Warszawy?

- W wesołowskim samorządzie lat 90. to my radni decydowaliśmy - w wyniku dyskusji i przy otwartej kurtynie - o tym, co zrobić, zmienić w naszym mieście. Były to prawdziwe dyskusje i spory, do późna w nocy, gdzie każdy mógł się wypowiedzieć czy przekonać do swoich racji. Oczywiście, zawsze większość decydowała. Ale nie pamiętam, żeby była dyscyplina w głosowaniu , każdy głosował zgodnie ze swoja wiedzą i sumieniem, kierując się ogólnym dobrem. Teraz jest tak, że czasami mniejszość ma rację, ale przechodzi stanowisko koalicyjnej większości, bo jest dyscyplina głosowania narzucona przez burmistrza. Niech przykładem będzie to: koleżanki radne często mówiły nam: ,, jesteśmy za wami (czyli za klubem PiS), ale nie możemy glosować tak jak wy”. W tamtych czasach to nie było do pomyślenia. Nikt na nikogo nie wywierał nacisku.

Jeśli chodzi o finanse, to oczywiście, teraz, będąc w strukturach Warszawy mamy większe pieniądze i można więcej zrobić. Ale przy tak dużym budżecie Warszawy Wesoła zbyt mało otrzymuje na inwestycje, chociażby w celu wyrównania standardów we wszystkich dzielnicach, np. dotyczących ulic. Burmistrz za mało upomina się o pieniądze dla Wesołej. Wygląda na to, że mamy się cieszyć z tego, co nam skapnie z tego wielkiego tortu finansowego.

- Jak podsumowałaby Pani swą dotychczasową pracę w samorządzie? Na czym w nim najbardziej Pani się koncentrowała?

- Tak się złożyło, że w 1998 r. powierzono mi założenie formacji AWS w Wesołej. Teraz to rozumiem, byłam najbardziej wiarygodna do tej roli. Wszystko, co robiłam, robiłam z przekonaniem i wiarą na lepszy czas dla nas wszystkich.

Poszukiwałam i zapraszałam ludzi aktywnych do pracy w samorządzie. Niektórzy są w nim do dziś jak Marcin Jędrzejewski czy Edward Kłos. Wtedy też powstały samorządy powiatowe. W 1998 roku wygrałam wybory do rady powiatu. Walczyliśmy o powiat Warszawa-Wschód – niestety, nie udało się, przyłączono nas do powiatu mińskiego. Zdobyłam tam jednak doświadczenie zarządzania powiatem. Pozyskałam niemałe pieniądze na naprawę nawierzchni ul. Armii Krajowej na odcinku Wola Grzybowska - Sulejówek. Potem było referendum o przyłączeniu do powiatu warszawskiego. I tu również mocno się zaangażowałam, lobbując wśród ministrów rządu Jerzego Buzka na rzecz przyłączenia do Warszawy. Od stycznia 2002 roku weszliśmy do rady powiatu warszawskiego. Zabiegałam skutecznie o środki na powstanie rehabilitacji w „Gnieździe Rodzinnym”. Pracę w powiecie skutecznie łączyłam z zarządzaniem przedszkolem, które zyskało markę najlepszego przedszkola w okolicy. Od 2002 roku miałam przerwę w pracy samorządowej. Skupiłam się na prowadzeniu przedszkola. Wraz z kadra pedagogiczną realizowaliśmy wiele ciekawych projektów wzbogacających ofertę przedszkola. Uroczyście obchodziliśmy 55-lecie przedszkola oraz nadanie nazwy przedszkolu ,,Pod dębami”. Tymczasem Pan Wojciechowicz w białych rękawiczkach przejął struktury polityczne, które ja utworzyłam i przekształcił je w wesołowską Platformę Obywatelską. Odcięłam się od tych struktur , ponieważ nie miałam zaufania do Donalda Tuska. Przeszłam na emeryturę w 2006 roku. Jednakże zaproponowano mi współtworzenie w naszej dzielnicy struktur Prawa i Sprawiedliwości.

Miałam więcej czasu. Jesienią zdecydowałam się startować ponownie do rady, tym razem dzielnicy Wesoła z komitetu PiS. Jestem człowiekiem czynu i działania. Widziałam duże potrzeby w naszej dzielnicy. Brak nam było nowych przedszkoli, brak placów zabaw, brak żłobków, brak ośrodka sportowego, poradni psychologiczno-pedagogicznej. O to wszystko się upominałam, dążyłam do poprawy standardu życia mieszkańców. W dużej mierze udało się. Moje działania to nie tylko rada, to także zaangażowanie na rzecz najuboższych w Parafialnym Zespole Caritas, którego jestem współzałożycielką. Od 2003 roku prowadzę program ,,Chleb dla najbardziej potrzebujących”. Trzy razy w tygodniu grupa ludzi otrzymuje świeże pieczywo. Jest we mnie taki imperatyw, by pomagać innym, być potrzebną. Wypływa to w dużej mierze ze społecznej nauki kościoła i katolickiej formacji, jaką przeszłam.

- Dlaczego zdecydowała się Pani kolejny raz wystartować w wyborach do rady naszej dzielnicy? Czym chciałaby się Pani zająć jako radna w następnej kadencji naszego dzielnicowego samorządu?

- Czuję się jeszcze dobrze. W dalszym ciągu mam sporo czasu, chęci i zapału do działania. Zdaję sobie sprawę, że czas szybko upływa i nigdy nie wiemy, kiedy przyjdzie nam odejść a tak wiele jeszcze jest do zrobienia. Bardzo chciałabym dokończyć projekt przedszkoli i żłobka w naszej dzielnicy a także z racji mojego już wieku, widzę coraz większą potrzebę i konieczność kompleksowej opieki dla osób starszych samotnych, które często czują się samotne nawet wtedy, gdy nie mieszkają same. Bardzo pragnęłabym, by powstał dom dziennego pobytu dla osób starszych, gdzie mogłyby one w towarzystwie, przy opiece medycznej, odpowiednim cyklu zajęć, aktywnie spędzić czas. I na końcu dodam, moim marzeniem jest wybudowanie kompleksu geotermalnego w Warszawie . A nasze tereny bardzo dobrze do tego się nadają, ponieważ są zasobne w wody geotermalne.


z Elżbietą Nowosielską rozmawiał Jacek Krzemiński



Czytaj także:

LechKaczynski.org Ruch Społeczny im. Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego Alternatywa Pol(s)ka bez kompleksów Program PiS 2014 Klub Parlamentarny Prawa i Sprawiedliwości Grupa Europejskich Konserwatystów i Reformatorów PiS.tv Prawa Strona Północnego Mazowsz Biuletyn Informacji Publicznej PiS