Gdy wiosną protestowali w Sejmie, rządzący obiecywali, że im pomogą. Czas zweryfikował te obietnice i dziś rodzice dzieci niepełnosprawnych czują się oszukani. Zamiast zasiłku Ministerstwo Pracy oferuje im tymczasowe zabezpieczenie finansowe, a potem aktywizację zawodową.

Jeżeli ministerstwo pracy uważa, że może aktywizować rodzica który przez 40, 50 lat opiekował się chorym dzieckiem, to jest to nieporozumienie. Resort nas nie słucha i udaje, że coś robi

— oburza się Iwona Hartwich, matka niepełnosprawnego Kuby, cytowana przez portal radiomaryja.pl

Według niej tego typu rozwiązanie jest nie do zaakceptowania.

Zostaliśmy okłamani przez ówczesną marszałek Kopacz. Mamy na to dowody. Marszałek była orędownikiem uzawodowienia. Mówiła głośno w mediach, że my wykonujemy bardzo ciężką pracę. Dlatego teraz nie wiemy, czy (opiekując się naszymi chorymi dziećmi przez całe życie) wykonujemy ciężką pracę, czy w dalszym ciągu jesteśmy traktowani jak nieroby, bo nie mamy na świadczenia pielęgnacyjne żadnych praw pracowniczych

— skarży się matka.

Efektem protestów, jakie prowadzili rodzice dzieci niepełnosprawnych, jest podwyżka świadczenia pielęgnacyjnego. Jak informuje radiomaryja.pl, poza tym nic się nie zmieniło, a jeden z najważniejszych postulatów, czyli zabezpieczenie rodziców na wypadek śmierci dziecka nie ma szans na realizację.

Wprawdzie wiceminister Elżbieta Seredyn nie wyklucza wprowadzenia dożywotniego wsparcia dla osieroconych rodziców, ale teraz radzi im, żeby szukali pracy.

wpolityce.pl