Porozmawiajmy o oświacie
Zmodyfikowano: 10-11-2014

Reforma oświaty wprowadzona w 1999 roku przez rząd Pana Premiera Jerzego Buzka / AWS- UW/ miała „naprawić” polską oświatę . Szkoła miała stać się nowoczesna, przyjazna uczniom i odpowiadać na potrzeby współczesnego świata. Standardem miały być małe szkoły, mniej liczne klasy, młodsi uczniowie / szkoła podstawowa/ oddzieleni od starszych / gimnazjum/; szkoły bezpieczne i bez przemocy. System 6-3-3 miał zapewnić skuteczną realizację tych zamierzeń, a reforma programowa miała zapewnić wysoki poziom nauczania. Sprzymierzeńcem miał być zbliżający się niż demograficzny. Tymi argumentami ówczesny rząd starał się przekonać społeczeństwo do planowanych zmian.

Należy tu koniecznie podkreślić, że o objęciu rygorem szkolnym sześciolatków nie było mowy. Dzieci te od wielu lat były objęte dobrze funkcjonującym programem przygotowania przedszkolnego, który z powodzeniem wyrównywał różnice edukacyjne pomiędzy dziećmi z różnych środowisk / zwłaszcza te, które nie chodziły do przedszkola/ i dobrze przygotowywał je do podjęcia edukacji szkolnej. W tym czasie oddziały wychowania przedszkolnego tzw. zerówki były zarówno w przedszkolach, jak i w szkołach.

Reforma była przyjmowana z mieszanymi uczuciami, ale społecznego buntu nie było. Zapewne argumenty o małej, bezpiecznej, nowoczesnej, dobrze wyposażonej w pomoce dydaktyczno-naukowe i na wysokim poziomie kształcącej szkole łagodziły nastroje społeczne. Mało słyszalne były głosy wielu ekspertów, którzy uważali, że reforma nie została należycie przygotowana ani pod względem koncepcyjnym, ani infrastrukturalnym i co najgorsze nie były zapewnione wystarczające środki finansowe. Był też zbyt krótki czas od koncepcji do wdrożenia, by dobrze przygotować kadrę pedagogiczną / dyrektorów , nauczycieli, pedagogów/. Tylko nieliczni dyrektorzy mieli szczęście dostać się na kompleksowe szkolenia lub kursy na edukatorów. Mimo krytyki ze strony wielu środowisk reformę wdrożono. Pierwsze lata dla wielu placówek były bardzo trudne m. in. ze względu na problemy lokalowe. Gorączkowo poszukiwano pomieszczeń dla gimnazjów, adoptowano wiele budynków po różnych instytucjach, wybudowano wiele nowych. Po pierwszym gorączkowym i niepewnym okresie nadeszła chwila względnego spokoju. Gimnazja przeniosły się do swoich siedzib /większość/, przez kraj przetoczyła się fala konkursów na stanowiska dyrektorskie, a nowy rząd zaczął od programu Zero Tolerancji dla przemocy w szkole i wprowadził obowiązkowy strój szkolny /mundurki/. Oba pomysły były na ogół dobrze przyjęte przez społeczność szkolną i społeczeństwo, mimo , że w mediach nie brakowało ostrej krytyki ze strony środowisk liberalnych i lewicowych. Okres względnego spokoju skończył się dość szybko. Kolejny rząd zaczął od likwidacji mundurków szkolnych /mimo, że 77% Polaków poparło jednolite stroje szkolne/ a kończy…….na likwidacji szkół, po prawie siedmiu latach rządzenia liczy się je w tysiącach. Co w zamian?.....molochy, zespoły szkolne, szkolno-przedszkolne a nawet takie, które łączą szkołę podstawową, gimnazjum i liceum. Decyzje te tłumaczone są niżem demograficznym i wprowadzaniem oszczędności przez samorządy.

Właściwie nie ma obszaru, w którym rząd mógłby odnotować sukces. Kolejnym powodem do krytyki jest wzrost przestępczości w szkołach. Kiedy ustępował poprzedni rząd odnotowywano ok. 16 tys. przypadków przestępstw w szkołach rocznie i tendencje były spadkowe, po kilku latach liczba ta wzrosła do 26 tys.

Przez prawie siedem lat rząd nie potrafił / a może nie chciał/ mądrze rozwiązać problemu podręczników. Od 1 września 2011r. przestał obowiązywać limit na podręczniki do danego przedmiotu, szkoły mogły dowolnie wybierać podręczniki dla uczniów i dowolnie je zmieniać, podobnie jak program nauczania. Wydawnictwa wykorzystały swoją szansę bez skrupułów. Po roku użytkowania wiele podręczników szło na przemiał. Budżety rodzinne odczuły to boleśnie. Mimo powszechnej krytyki istotna poprawa nie nastąpiła. A przecież wystarczy jedno rozporządzenie MEN, a w nim 1-2 punkty określające jakie warunki musi spełniać podręcznik, precyzyjne określenie co musi a czego nie może zawierać. Uniemożliwienie autorom i wydawcom umieszczania w nich elementów „ jednorazowego użytku” np. do wycinania , wypełniania, malowania, naklejania , zapisania, spowoduje, że przestanie on być na rok. Ze zmianami w programach też można sobie poradzić. Po tylu latach permanentnych zmian nie przewiduje się , mam nadzieję, kolejnych rewolucji. Ale gdyby ktoś w MEN wpadł na pomysł, że z programu trzeba coś wykreślić lub dodać, nie trzeba od razu zmieniać podręcznika. Wystarczy wydać niewielką broszurkę / kilka kartek za 3 zł./, lub umieścić materiał na swojej stronie www do pobrania a najlepiej wskazać w programie nauczania niezbędny zakres wiedzy i umiejętności a nauczyciele sobie z tym poradzą.

Na zakończenie bardzo krótko o bardzo ważnej sprawie, a mianowicie, o lekturach szkolnych. Dla mnie kanon polskich lektur szkolnych, to jak narodowe DNA, czytasz i wiesz skąd jesteś i kim jesteś. Niewątpliwie w ogólnym kanonie lektur szkolnych ma swoje ważne miejsce literatura światowa, ale nie zamiast polskiej! Kiedy widzę co obecna ekipa rządząca z tego zrobiła, zastanawiam się, czy Anglicy pozwoliliby sobie wymienić Williama Szekspira na Agatę Christie. A Polacy w MEN, proszę bardzo, bez problemu wymienili Adama Mickiewicza na Agatę Christie; epopeję narodową na kryminał. Głęboko zastanawiam się, co ma wnieść w życie młodego człowieka, nastolatka, gimnazjalisty, taka lektura, czego ma go nauczyć? Nie jest tajemnicą, że gimnazjum to trudne wychowawczo środowisko. Mówią o tym pracujący w nich nauczyciele i pedagodzy. Potwierdzają to zarówno badania, jak i statystyki. Zatem, co mają zgłębiać , nad czym dyskutować gimnazjaliści analizując kryminał A. Christie czy A. C. Doyle’a na lekcjach języka polskiego. Czy jest to odpowiedni wiek, by zajmować się anatomią zbrodni, a może mają zastanawiać się, czy istnieje zbrodnia doskonała? Bulwersuje mnie fakt, że tak spokojnie zostało to przyjęte. A przecież, jeszcze nie tak dawno, filmy kryminalne były od lat 18-tu. Obecnie filmy określane jako sensacyjne czy tzw. z przemocą są od lat 16-tu. Ktoś jednak ocenił, że nie są one wskazane dla młodszych osób. A co na to Rzecznik Praw Dziecka? Wszak to On, przede wszystkim powinien chronić uczniów przed deprawacją i demoralizacją - zresztą nie tylko w tej sprawie, ale o tym i o wielu innych problemach naszej oświaty w następnych odcinkach.

Krystyna Zofia Szyszko

Radna Dzielnicy Wesoła   

Komentarze


Czytaj także:

LechKaczynski.org Ruch Społeczny im. Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego Alternatywa Pol(s)ka bez kompleksów Program PiS 2014 Klub Parlamentarny Prawa i Sprawiedliwości Grupa Europejskich Konserwatystów i Reformatorów PiS.tv Prawa Strona Północnego Mazowsz Biuletyn Informacji Publicznej PiS